Tatry
16.07 wysiadłem z autobusu z Nowego Sącza. Pogoda w Zakopanem też nie zachęcała do wędrówki. Obok dworca PKS kręciło się kilka osób namawiających turystów do skorzystania z kwater prywatnych. Zapytałem się o cenę i... wyśmiałem oferenta. Nie dość, że drogo to jeszcze dość daleko od centrum miasta. Udałem się więc do Domu Turysty PTTK. Nocleg o 2/3 tańszy niż złożona propozycja, a warunki mi znane z 1998.
16.07 wysiadłem z autobusu z Nowego Sącza. Pogoda w Zakopanem też nie zachęcała do wędrówki. Obok dworca PKS kręciło się kilka osób namawiających turystów do skorzystania z kwater prywatnych. Zapytałem się o cenę i... wyśmiałem oferenta. Nie dość, że drogo to jeszcze dość daleko od centrum miasta. Udałem się więc do Domu Turysty PTTK. Nocleg o 2/3 tańszy niż złożona propozycja, a warunki mi znane z 1998.
17.07.2000
Zakopane - dol. Strążyska - przeł. Kondracka - schr. na Hali Kondrackiej - Kalatówki - Kuźnice, ok. 10 km
To moja druga próba zdobycia Giewontu. Deszcz padał niemal bez przerwy i do tego wiało. Jednak niezrażony i zaopatrzony odpowiednio ruszyłem w trasę. Ludzi prawie żadnych. Być może dotarłbym na Giewont, ale na przeł. Kondrackiej stwierdziłem, że ryzyko jest za duże. Pojawiła się mgła, łańcuchy były mokre i śliskie, na szlaku nikogo, spodnie przemoczone (deszcz spływał z kurtki). Zszedłem więc na Halę Kondracką i potem do Zakopanego.
18.07.2000
Kiry - dol.Kościeliska - hala Ornak - Wąwóz Kraków - Kiry, ok. 11 km
Spodnie niestety przez noc nie wyschły. Założyłem więc krótkie, choć aura nie sprzyjała (było zimno jak na lipiec) i podjechałem do Kir skąd Doliną Kościeliską dotarłem do schroniska na hali Ornak. W drodze powrotnej zahaczyłem o Wąwóz Kraków, a z Kir znów podjechałem do Zakopanego autobusem. Z planów zdobycia Rysów zrezygnowałem ze względu na pogodę. Jednak jeszcze tego samego roku zdecydowałem się na jednodniowy wypad.
***
05.08.2000
Polana Palenica - Morskie Oko - Czarny Staw pod Rysami - Rysy - Czarny Staw pod Rysami - Morskie Oko - Polana Palenica, ok. 21 km
To był wypad weekendowy tylko w celu zdobycia Rysów. Śledziłem prognozy pogody i na początku sierpnia podjąłem decyzję o wyjeździe. 04.08 zapakowałem się w pociąg do Warszawy aby tam przesiąść się do pociągu do Zakopanego. Kombinacja była konieczna ze względu na zamiar pojawienia się w Zakopanem jak najwcześniej rano. Przyjazd pociągu był przewidziany na 6:03. Pierwszy autobus na Polanę Palenicę odjeżdżał o 6:10. Zdążyłem.
Z Polany Palenicy drogą asfaltową udałem się do Morskiego Oka. Osiągnąłem całkiem przyzwoitą "prędkość" (o tak wczesnej porze ludzi mało). W schronisku nad Morskim Okiem zrobiłem sobie krótką przerwę. Na Rysy ruszyłem za znakami czerwonymi. Szerokim łukiem ominąłem jezioro i zacząłem "wspinać się" do Czarnego Stawu pod Rysami (1583 m). Wzdłuż brzegu dotarłem do Długiego Piargu. Od tego miejsca zaczęło się strome podejście, które od wylotu Kotła pod Rysami ubezpieczono łańcuchami aż po sam szczyt. Niedaleko od kulminacji czekało pokonanie wyeksponowanej półki, która przy słabej widoczności może stwarzać problemy (nie widać osoby idącej z naprzeciwka a nie ma sposobu na minięcie się). Wierzchołek Rysów nie jest płaski. Mieści się na nim ok. 15 osób bez groźby potrącenia. W przypadku większej ilości trzeba zachować szczególną ostrożność. Widoki są jednak niezapomniane (o ile dopisze aura). W tym miejscu mała dygresja. Przewodniki i większość map twierdzi, że spod Morskiego Oka na Rysy wędrówka zajmuje 3,30 - 3,50 godz. Biorąc jednak pod uwagę niepewne kamienie na Długim Piargu, zalegający jeszcze w lecie śnieg w Kotle pod Rysami i dość "tłoczny" szlak, lepiej wydłużyć nieco ten czas. Pośpiech w górach to zdecydowanie zły doradca. Z wierzchołka zszedłem tą samą drogą, ale na łańcuchowym odcinku zejście jest trudniejsze niż wejście (nawet się lekko "przejechałem", ale łańcuch spełnił swoje zadanie). Po ok. 11 godz. od ruszenia w trasę dotarłem do Polany Palenicy i wróciłem autobusem PKS do Zakopanego.
Miałem na uwadze, że nie zdążę na pociąg do Gdyni. Na dworcu kolejowym kasjerka powiedziała, że na peronie stoi jeszcze hotelowiec "Tetmajer" (odjazd o 18:53). Bilet jednak trzeba nabyć u konduktora (kuszet nie sprzedawano w kasie na pół godziny przez odjazdem). Okazało się, że nie było problemu z miejscem. Wróciłem więc do Gdyni spokojnie śpiąc.
Niestety z moich tatrzańskich wojaży nie mam zdjęć. Film skończył się w Beskidzie Niskim. W Zakopanem kupiłem nowy, ale po powrocie z wypadu nie zwinął się poprawnie i otwierając aparat prześwietliłem go. Wszystkie fotografie trafił ....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz